To tylko narzędzie

Dwa lata temu firma Adobe zaangażowała się w postprodukcję filmu "Zaginiona dziewczyna" (pisałem już o tym, w tym miejscu). Udzielenie takiego wsparcia było, w mojej ocenie, bardzo rozsądnym posunięciem. Po pierwsze koncern mógł uczynić ambasadorem swoich produktów uznanego reżysera, który nie boi się korzystać z możliwości jakie niosą za sobą nowe technologie. Po wtóre realizacja wysokobudżetowego filmu była dobrą okazją do rozwijania aplikacji w oparciu o bieżące komentarze i potrzeby specjalistów wysokiej klasy.  

Można domniemywać, że nie tylko w teorii taka kooperacja była dla obu stron korzystna - w tym roku Adobe chwali się udziałem przy postprodukcji dwóch kolejnych filmów: "Ave, Cezar!" i "Deadpool". Drugie z wymienionych dzieł nie warte jest tego, aby skreślić o nim choćby kilka słów, ale z największą przyjemnością pochylę się nad obrazem braci Coen

Jak wiele wcześniejszych także i swój poprzedni film, "Co jest grane, Davis?", Ethan i Joel montowali używając aplikacji Final Cut Pro 7 - programu, który już wówczas nie był wspierany przez producenta od ponad dwóch lat. Sentymentalne przywiązanie do porzuconego, nie będącego w stanie korzystać z aktualnej technologii software'u byłoby wielce nierozsądne - stało się zatem jasne, iż przyszedł czas na poszukiwania nowego oprogramowania. Początkowo Coenowie dali szansę zupełnie nowej, zrewolucjonizowanej wersji aplikacji Apple, programowi Final Cut Pro X. Dość szybko okazało się, że nie będzie to celny strzał - brak rozbudowanych narzędzi do edycji dźwięku sprawił, że należało kontynuować poszukiwania. W drugiej kolejności wybór braci Coen oraz wspierającej ich grupy padł na aplikacje pakietu Adobe. Dobre doświadczenia Davida Finchera przy pracy nad "Zaginioną dziewczyną" oraz deklaracja Waltera Murcha, iż kolejny film montować będzie przy użyciu Premiere Pro, mogły rozwiać początkowe wątpliwości i zakwestionować łatkę amatorskości, która to lata temu przylgnęła do tego program. W formie dygresji warto przypomnieć, iż przywołany powyżej Murch występował dawniej w reklamach Apple zachęcających do korzystania z aplikacji Final Cut Pro. 

Asystenci braci Coen dawali duetowi około 2 do 3 tygodni na poznanie i przyzwyczajenie się do Premiere Pro. Szybkość adaptacji przerosła jednak ich oczekiwania - odpowiedzialny za składanie scen Joel po dwóch dniach pracował już w praktycznie normalny sposób. Coenowie podkreślają, że z ich punktu widzenia głównym czynnikiem ułatwiającym przejście między FCP7 a aplikacją Adobe było podobieństwo obu programów. W ustach niektórych mogłoby to brzmieć jako obelga, ale sporo racji mają Ci, którzy Premiere Pro przezywają "Final Cut Pro 8".  

Oczywiste wydaje się być pytanie dlaczego Coenowie nie zdecydowali się na Avid Media Composer - najbardziej popularny w świecie filmów długometrażowych program do montażu? Wypowiadająca się w imieniu Joela i Ethana Katie McQuerrey docenia potęgę Avida przyznając jednocześnie, że program ten nie daje wystarczającej swobody w montowaniu i niejednokrotnie krępuje ruchy poprzez swoją niewielką elastyczność. 

Temat wyboru oprogramowania montażowego w obliczu zakończenia wsparcia dla aplikacji Final Cut Pro 7 jest mi wyjątkowo bliski - przez ponad 5 lat korzystałem z programu firmy Apple na co dzień. Choć montuję teraz rzadziej to wiem jednak, że kolejne projekty będę realizował wykorzystując właśnie software Adobe.  

Pod przytoczonymi w powyższym tekście obserwacjami i opiniami braci Coen podpisuję się bez wachania. Odnoszę wrażenie, że mamy - Ethan, Joel i ja, Szymon - podobne oczekiwanie i wymagania, doceniamy dobrze nam znane i sprawdzone narzędzia, częściowo poprzez nie myślimy o montażu, a przy okazji nie jesteśmy w stanie zachwycić się tym, co oferują w swoich produktach koncerny Apple i Avid. Magnetyczny timeline i brak typowego podziału na ścieżki w programie Final Cut Pro X nie przekonują mnie zupełnie. W czasie kilku godzin testów zorientowałem się jak bardzo te rozwiązania nie pasują do mojego sposobu pracy, nie byłem w stanie również wyobrazić sobie przyszłych korzyści płynących z używania tak zaprojektowanych narzędzi. Kolejnym problemem jest brak możliwości swobodnego przenoszenia montażu offline do dalszej postprodukcji audio i wideo oraz trudniejszy do pełnej kontroli system zarządzania mediami. Avid Media Composer również nie daje mi możliwości swobodnej pracy wymuszając dochodzenie do założonych efektów w jeden, z góry ustalony i często mało intuicyjny dla mnie sposób. Trudno jest również bronić, mając w pamięci ofertę konkurencji, konieczność pracy na plikach MXF z kompresją DNxHD. Zaproponowana przez Avida alternatywa - AMA - nie jest ani wygodnym, ani niezawodnym rozwiązaniem. 

Poniżej film, który rozwija temat współpracy między braćmi Coen i koncernem Adobe oraz pokazuje kulisy postprodukcji "Ave, Cezar!". Warto poświęcić te kilka minut, choćby po to, aby podejrzeć nietypowy podział pracy między Ethanem i Joelem. Szczerze zachęcam również do poświęcenia 106 minut na film, który jest przyczynkiem dla całego tekstu. Jest to bardzo zgrabna komedia, po dwakroć zabawna dla filmowców. Obraz braci Coen to kino oparte na pomyśle i scenariuszu, uwodzące nas dialogami i nastrojem - mało współczesnego Hollywood w filmie o Hollywood sprzed lat. Aktorzy, którzy na co dzień mają status celebrytów, odgrywają filmowe gwiazdy - błyszczą, ale nie dzięki medialnej sile swoich nazwisk tylko skutecznemu wywiązywaniu się z zadań. Fantastycznie wykorzystany został specyficzny potencjał, jaki zaoferować może Channing Tatum. Dodatkowo w małej, ale szalenie smacznej roli pojawia się Frances McDormand. Nie można oczywiście zapomnieć o bardzo dobrych - choć to żadna nowość - zdjęciach Rogera Deakinsa. Polecam!