Nakład pracy

Rozwój technologii przynosi ułatwiania, które czasem najprościej wyrazić w roboczogodzinach.

W Zachęcie, w ramach trwającej do połowy października wystawy, prezentowane jest “Tango” Zbigniewa Rybczyńskiego. Nie był to pierwszy raz, kiedy oglądałem ten film, lecz z każdym kolejnym kontaktem z tą animacją nie zmniejsza się moje uznanie - dla precyzji w analogowym działaniu, ilości włożonej przez Autora pracy oraz dla wyboru matematyki jako narzędzie opanowania chaosu.

Aby zrealizować swój projekt Rybczyński, w fazie preprodukcyjnej, musiał zaplanować ruch (w czasie i przestrzeni) wszystkich 36 występujących w filmie postaci wiedząc, że kiedy rozpoczną się zdjęcia nie będzie mógł dokonywać żadnych korekt. Następnie sfotografował samo pomieszczenie i wszystkich aktorów - każdą i każdego z osobna. Kolejnym etapem prac było ręczne wymalowanie masek, które przyłożone do negatywu wycinały sylwetki bohaterów animacji z otaczającego ich tła. Następna faza działań to łączenie, przy wykorzystaniu projektora, nagrań postaci z ujęciem pomieszczenia. Wszystkich po kolei, osobę po osobie, pętlę po pętli, klatkę po klatce. Łącznie wymagało to wykonania setek tysięcy ekspozycji.

Według wyliczeń Rybczyńskiego cały proces zajął mu 7 miesięcy pracy po 16 godzin dziennie. 3360 roboczogodzin.

Szacuję, że współcześnie, wykorzystując narzędzia cyfrowe, odtworzenie „Tanga” zajęłoby około dwa tygodnie spokojnej pracy. 80 roboczogodzin.

Stosunek 42 do 1.

Chapeau bas Monsieur Rybczyński, chapeau bas.